Po pierwszych przesłuchaniach, oraz ujrzeniu zespołu na scenie, od razu co przyszło mi do głowy, to - Pustki. Z perspektywy czasu wydaje się to zabawne skojarzenie, no ale spróbujcie mnie zrozumieć. Widzę, trzech facetów, oraz kobietę, która jest na wokalu i stoi przy jakichś klawiszach. No Pustki! Ale Biff jest z drugiego bieguna. Pierwszego zespołu będziemy słuchać, gdy nastanie nas jesienno-zimowa melancholia, od której nie będziemy chcieli się uwolnić, a za to płyta Ano, to świetna tarcza na depresję.
Nie mam zamiaru rozpisywać się nad każdą piosenką, bo to nie ma sensu, tego po prostu trzeba posłuchać. Sympatyczne pop-rockowe kawałki, które są w stanie rozchmurzyć nawet najbardziej deszczowe niebo. No dobra, może przesadzam, bo zaczyna to brzmieć jak recenzja sponsorowana, ale naprawdę jest dobrze. A na koncercie jeszcze lepiej. Zespół daje z siebie 200% i nawet basista niecodzienny, bo ja przyzwyczajony do takich, co stoją jak kołki i brząkają tylko w cztery struny, a temu zdarzały się nawet i dobre solówki! Dzięki czemu piosenki dużo zyskują na żywo oraz zaskakują nowymi dźwiękami. Do tego dodać świetny kontakt z publicznością i muszę stwierdzić, że na prawdę miło spędziłem ten jesienny wieczór w słonecznych dźwiękach.
Bo mimo, że album brzmi wiosennie, to chyba nie można uznać za błąd, że ukazał się w październiku, a nie w kwietniku. Na wiosnę mogłaby się pojawić duża konkurencja, a teraz mają wolną drogę do głośników ponurych słuchaczy. A nawet i sale koncertowe, więc jak macie okazję zobaczyć ten zespół na żywo, to idźcie ich posłuchać, zamiast siedzieć w domu i z nudów patrzeć jak za oknem pada deszcz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Redakcja apeluje: nie gryź, a jeśli już musisz, to inteligentnie. Zastrzegamy sobie prawo do wycięcia Twojego komentarza, szczególnie jeśli będzie zawierał bluzgi. Prosimy, nie pisz jako Anonimowy, jakoś się podpisz. Miłego dnia.