Więc po co ja sięgam po płytę zespołu, który się rozpadł, a z oryginalnego składu został sam wokalista? Sam nie wiem, ale podobno mózg idealizuje wszystkie wydarzenia z przeszłości. Tylko po co idealizować coś, co w większości wyleciało z głowy? Filozofować sobie mogę dalej, ale fakty są takie, że Cosmig Egg wylądowało na moim przenośnym odtwarzaczu, został odtworzone w miejskim autobusie o 6:57 i rozbudził mój zaspany organ służący do myślenia. Witaj móżdżku! Tutaj znowu Wolfmother, jutro o mnie zapomnisz, ale przynajmniej Cię rozbudzę! Taka jest prawda, na wczorajszych wykładach nie przysypiałem, a wcześniej mi się to zdarzało, więc panowie z Australii jakiś tam sukces odnieśli.
To chyba niestety wszystko co jestem w stanie powiedzieć na temat tej płyty. Na plus to, że rozbudza i że ma aż 16 utworów, bo niestety w dzisiejszych czasach średnia wynosi pewnie z jedenaście, co w 45 minutach się mieści. Na minus to, że nie wiem jak ocenić ten album i dla kogo on powstał. Bo sądzę, że true metal powie, że to kpina i karykatura zajebistego metalu, więc powinni to puszczać w kabaretonie. Indie dzieciom też to się nie spodoba, bo przy swoich problemach egzystencjalnych skupienie się przy tak dużej ilości solówek może być problematyczne. Może jednak trafi to w kogoś gusta, bo przecież od czasu do czasu można posłuchać czegoś ostrzejszego, ale żeby to było jakieś rewelacyjno - odkrywcze, to nie powiem. Melodyjny hard rock i tyle. Więc chyba najlepszym zastosowaniem dla tej płyty będzie ustawienie któreś z jej utworów jako melodykę w budziku. Miłego wstawania.
To chyba niestety wszystko co jestem w stanie powiedzieć na temat tej płyty. Na plus to, że rozbudza i że ma aż 16 utworów, bo niestety w dzisiejszych czasach średnia wynosi pewnie z jedenaście, co w 45 minutach się mieści. Na minus to, że nie wiem jak ocenić ten album i dla kogo on powstał. Bo sądzę, że true metal powie, że to kpina i karykatura zajebistego metalu, więc powinni to puszczać w kabaretonie. Indie dzieciom też to się nie spodoba, bo przy swoich problemach egzystencjalnych skupienie się przy tak dużej ilości solówek może być problematyczne. Może jednak trafi to w kogoś gusta, bo przecież od czasu do czasu można posłuchać czegoś ostrzejszego, ale żeby to było jakieś rewelacyjno - odkrywcze, to nie powiem. Melodyjny hard rock i tyle. Więc chyba najlepszym zastosowaniem dla tej płyty będzie ustawienie któreś z jej utworów jako melodykę w budziku. Miłego wstawania.
Woman, you know you're woman, you gotta be woman. To oni nagrali coś więcej? Nieźle.
OdpowiedzUsuńtoż temat wolfmotherfucker wyczerpał już dawno majk p i nic więcej dodawać nie trzeba. :>
OdpowiedzUsuń