Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Single Player. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Single Player. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 31 lipca 2011

Single Player #6: lato 2011


Lato, jakie jest, każdy widzi – czasem pada, czasem mniej pada. To dobry moment, przy okazji nowego Single Playera, na nabicie nam licznika odwiedzin. Dziś między innymi o tym, co łączy nas i The Car Is On Fire oraz Jamesa Bonda i Diamond Doves. Powstawaniu tego wydania towarzyszyły różne emocje: od chęci wywalenia siebie z redakcji po chęć wywalenia Szymona z redakcji. Tym bardziej zapraszam! [Piąty Bitels]

niedziela, 10 kwietnia 2011

Single Player #5: wiosna 2011


Wydawać by się mogło – i czytającym będzie się wydawało – że „zmniejszyliśmy wymagania”, że „teraz na osiem trzeba tyle, ile kiedyś trzeba było na sześć”, że „kiedyś to przynajmniej próbowaliście być Porcysem, a teraz to już tylko Pitchfork”.

Nie. Tak dobrze, a przynajmniej według niżej podpisanego, rok w singlach nie zaczynał się już dawno. Pozycje poniżej to mój absolutny tegoroczny best-of (stan: marzec 2011), a poniższa dziesiątka jest lepsza niż podsumowania singli dwa tysiące dziewięć i dziesięć (a ponad pół roku przed nami!). Zaowocuje to w Caps Locki tryskające na boki, wyrazy zachwytu i średnie arytmetyczne, jakich w poprzednich edycjach Single Playera po prostu nie było (i już pewnie nie będzie).

Nie było też, jak dotąd, trzech polskich pozycji w jednym wydaniu. A dzisiaj będą. [Piąty Bitels]

czwartek, 25 listopada 2010

Single Player #4: jesień 2010


Tęskniliście? My chyba nie, bo zabieraliśmy się za ten odcinek mniej więcej od publikacji poprzedniego. Nie będzie więc superaktualnie – na pewno zaboli was, że jeszcze raz sięgniemy po Brodkę i Star Slingera, ale zrekompensujemy to paroma innymi rzeczami, których nikt nie słucha.

Nazwaliśmy tę edycję „jesień”, choć zaczęta była jeszcze latem, a za oknem śnieg, ale mamy nadzieję, że następne Single Playery nie będą już sprawiały wrażenia kwartalników. Chyba, że będą kwartalnikami, a z nami to nic nie wiadomo i następny numer może już być top dziesiątką singli 2011. [Piąty Bitels]


Belle and Sebastian
I Want the World to Stop
Write About Love

posłuchaj
7.0
 

Bardzo przyjemny singiel. Na kilka głosów i jeszcze większą ilość instrumentów. Co tu można więcej napisać? Nie mam pojęcia. Na szczęście muzyka broni się sama i nikogo siłą przekonywać nie muszę, że utwór pierwsza klasa. - 7

Z zespołem układało mi się już od pierwszego odsłuchu Get Me Away From Here, I'm Dying, a to było dawno i jeszcze miałem długie włosy. I Want the World to Stop nie zaskakuje, bo i po co, co do części z Let me step out of my shell... – nieśmiało nazwę ją refrenem – na pewno już gdzieś się pojawiła, bo po prostu musiała. Może nudzić. Mnie nie nudzi. – 7 


Brodka
W pięciu smakach
Granda

posłuchaj
7.0


Nie wiem czym jest miłość, nie wiem czym jest lęk (czy jakoś tak, nie wiem) - śpiewał wieszcz Gadowski w jednym ze swych wzniosłych utworów. Otóż: nie kocham nowej Brodki, choć ripituję ją często i nie lękam się przyznać. W redakcji trwają ciągłe spory o to, kto co słyszy w "nowym obliczu" - typy idą od Kazika, przez Yeasayera, Animal Collective itd., aż po Nosowską. A ja kurczę nie wiem, głuchy jestem czy coś, ale słyszę tu 'tylko' świetny singielek. - 7

Nie wiem, czy jest to najlepszy utwór na płycie Granda, ale na pewno jest to symbol zmian w muzycznym życiu Pani Brodki. Przed jego premierą raczej nikt z nas nie interesował się tym, kiedy ukaże się nowa płyta zwyciężczyni Idola i jak ona będzie brzmiała. Do dnia, gdy w internecie ukazał się ten singiel. Momentalnie zalał wszystkie serwisy muzyczne, a co trzeci znajomy chwalił się na Facebooku swoim odkryciem - Nie żebym czytał Plotka, ale zobaczcie co nagrała Brodka! Od tego momentu cała Polska wstrzymała oddech i z niecierpliwością czekała na 20 września. Jest to zatem najlepszy argument potwierdzający tezę, że singiel świetnie spełnił swoje zadanie. - 7

Nie chce mi się, bo już nakreśliłem (a jakiś tydzień później, w sposób zastanawiająco podobny, nakreślił magazyn „Hiro”), co sądzę i dlaczego sądzę. W pięciu smakach „raczej na pewno” zaszczyci tegoroczny ranking singli i może wtedy ktoś z nas szerzej coś. Spoko bębny. – 7


The Fives feat. Vanya Taylor
It’s What You Do (Hottest By Far)

posłuchaj
7.0
 

Ta cała Vanya prezentuje się dziwnie na tym teledysku. Jak parodia łącząca Beyonce z Rihanną. Ale ja tu mam oceniać piosenki, a nie urodę wokalistek. Więc głos ma, to niezaprzeczalne. The Fives wypada jeszcze lepiej, co daje nam świetne połączenie. Więc dam 7, a co. W tym zestawieniu łagodnie oceniam, więc niech im też się coś dobrego dostanie. Nie no, żartuję. Na serio zasługują na to 7.

Hottest by far. Nie wiem, który refren jest tu moim ulubionym i czym UK Funky różni się od... właściwie to czym się różni od wszystkiego, nie wiem. Rozbujany, rozhukany, mocny pop. Teledysku nawet nie widziałem. – 7


The Diogenes Club
Versailles
Versailles EP

posłuchaj
6.5


Wokal przypomina mi Georga Micheala. Może nie tego solowego, ale jeszcze za czasów Wham!. A już za dni kilka w każdej rozgłośni radiowej zawita Last Christmas! Cieszycie się? - 6

Cesarzowi oddać co cesarskie, że nie nagrali jeszcze słabszego niż dobry utworu. Niemniej jednak, Versailles byłoby bliżej do bycia ewentualnym, czysto hipotetycznym, słabym niż mocnym punktem EP-ki 979, tej z I Could Try to Explain (które mi się, od Versailles, zwyczajnie bardziej podoba i chyba nic więcej). Zachwyty Screenagers z pewnością lekko przesadzone, ale uzasadnione i – przeze mnie, bo przez Szymka chyba nie – zrozumiane. – 7

Duck Sauce
Barbra Streisand

posłuchaj
6.5

 
Utwór który podoba się każdemu. Trudno mi powiedzieć czemu, ale z głosem ludu w pełni się zgadzam. Może to zasługa prostego tekstu. Na imprezach musi się sprawdzać doskonale. Cała sala magazynuje swoją moc śpiewając uuuuuuuuuuuu i nagle wszyscy wykrzykują BARBRA STREISAND! Na stadionach, czy halach sportowych może występować jeszcze lepszy efekt. Jedna trybuna śpiewa uuuuuuuuuuuu a druga odpowiada BARBRA STREISAND! Było Waka Waka w wykonaniu kibiców Widzewa, to teraz czekamy na odpowiedź innych klubów, które na warsztat wezmą kawałek Duck Sauce. - 7

Ja, oaza spokoju i ostatni bastion smutku i nudy, pewnej chłodnej soboty, a co mi tam, darłem ryja do Barbry ze sceny, aż trzęsła się ziemia. I ochrypło mi się znacznie, cicha woda panny rwie. Ale już wcześniej, i to znacznie wcześniej, dała mi się poznać uniwersalność tego bangera – konkretnie to, że ten post-discoverowy, easy-listeningowy, radio-friendly (coś-coś, coś-coś...) hit – urzekł każdego mojego znajomego, jak gusta mnogie i szerokie.

W międzyczasie, bo jakieś dwa, trzy dni po tym, jak mnie się spodobało, Porcysowi się nie spodobało. I Screenagersom. I to chyba jedyne źródła jakiejkolwiek, choć i tak – jak mniemam, nieabsolutnej – niechęci. Bo trudno się wyzbyć słuchania... no, właściwie to Boney M. Ale to chyba nie przeszkadza, choć sampel oczywisty jak:

1. Świąteczna ramówka Polsatu.
2. Żarty o świątecznej ramówce Polsatu.

Gotta Go Home, powycinany przez skład kojarzącego się raczej źle – ale mającego na koncie Barbrę Streisand 2009, Bonkers – Armanda van Heldena, nie jest niczym nowym. Co i tak chwytam, jak tegoroczne Elizabeth Fraser i May I Walk With You? Star Slingera. No i teledysk – pozornie zupełnie „nie mój”, bo ślinię się na widok słów „Directors” i „Label” – jest najlepszą chyba reklamówką jednego z tych miast, które nie wymagają reklamy. – 6


Duże Pe
Muchy muszą zginąć (mash-up)

posłuchaj
5.3


Nie za bardzo się wtrącam do selekcji kawałków, gdyż pieczę nad Plejerem sprawuje wyłącznie Paweł, ale. No ale nie do końca rozumiem, czemu w okresie wczesnej jesieni zajmujemy się jakimś tam maszapem w wykonaniu - sympatycznego przecież i chwalonego przeze mnie za tegoroczną płytę, przypominam - Dużego Pe. Nie wnikam jednak i odpowiadam: może i to dobry maszap, ale i ja i tak wolę się jarać innymi rzeczami. A może to zły maszap, nie wiem. - 5

Też nie rozumiem o co chodzi w mash-upach. Zawsze to traktowałem jako ciekawostkę - błahostkę. Połączenie Lady Gagi z Metallicą lub Jacksonem. Justin Bieber w podkładzie Slipknota. Oczywiście zdarzały się też fajne, jak nieśmiertelny Rick Astley śpiewający z Nirvaną. Ale rozpatrywać to na poważnie? Chociaż. Kiedyś natrafiłem na Muchy muszą zginąć w ówczesnym Radiu Euro (teraz PR4), więc może to oznaczać tylko tyle, że mam to traktować na serio. Tak więc, Muchy i Republikę wolę po klasycznemu, Prodigy do takich zabaw nadaje się świetnie, a AC/DC na szczęście tutaj nie słyszę. Wszyscy razem po wymieszaniu brzmią poprawnie, ale ja  wciąż to traktuję jako ciekawostkę-błahostkę. - 5

Ja z kolei rozgrzebię temat mash-upów na fali popularności The Police vs. The Cure, który spodobał się didżejowi na 4fun.TV. W październiku włączyłem rzeczony kanał trzy do czterech razy i aż w dwóch podejściach potknąłem się o Roxanne's Lullaby (hah, ten tytuł). Reszta to Nothing Else Matters, ale tam – od kiedy pamiętam – cały czas leci Nothing Else Matters, nieważne.

Zastanawia nie tylko świadomość obcowania z mash-upem – czy koleś od listy odtwarzania zna Disintegration, na przykład, bo to sprawa trzeciorzędna. Ważniejsze jest: skąd ten akurat mesz i dlaczego tak późno. Późno, bo jeśli mamy traktować mash-upy jak normalne piosenki, a chyba mamy, to dlaczego nikt wcześniej nie pomyślał o tym, żeby wojować nimi cokolwiek w stacjach muzycznych?

Duże Pe mógłby. W porównaniu do Skreatcha i Johna Greena wykazał się nie tak oczywistym – ale wciąż – doborem substratów: Muchy przetasował z Prodigy i AC/DC, gdzie utwór każdego z wykonawców jest na tę sekundę w czołówce najbardziej kojarzonych (w przypadku AC/DC, Pe mógł pojechać Highway to Hell albo T.N.T. dla spotęgowania efektu). Wyszło „fajnie”. Po cichu przyznać muszę, że nie lubię Prodigy, ale nie o to w tym wszystkim chodzi. I właściwie to nie wiem o co, ale może by tak 6.

Miike Snow
The Rabbit

posłuchaj
6.3


Jestem markotny, nic mi się nie podoba i nic mi się nie chce. Za oknem jesień. Nowa piosenka by Miike Snow. Nic a nic mnie to nie obchodzi. Słucham jednak, bardziej z kronikarskiego obowiązku. Jestem umiarkowanie zadowolony, jest fajnie. Po prostu - fajnie. Przy czym nie tak łatwo nagrać coś dla mnie fajnego, gdy jestem markotny, nic mi się nie podoba i nic mi się nie chce. Przy czym - to i tak jedynie 6.

The Rabbit jest takim pożegnaniem z debiutanckim krążkiem. Tak myślę. Za dużo innowacji tu nie słyszę, ale za to sporo przebojowości na miarę Animal czy Black & Blue. Zresztą nie ważne, co ja myślę, ja po prostu mam nadzieję, że to taka klamra zamykająca pierwszy etap. Bo jeżeli to jest zapowiedź nowego krążka, to kolejnym singlem będzie Kręcimy się w kółko.  Moja nadzieja jednak nie zanika i daję 7.

Prawie zapomniałem, jaki Animal był fajny, kiedy o nim nie zapominałem. Bo się nie dało. Chyba najlepszy pop z tych, które na papierze wyglądają fatalnie, a zazwyczaj wyglądają jak b-side'y Tigercity albo c-side'y z In Ghost Colours (zdaję sobie sprawę, że dla wielu tak też brzmią). The Rabbit to też Animal, „hehe”. Ździebko mniej chyba chwytliwy, ale wciąż. I propsy za wideoklip, w którym nie mam pojęcia o co chodzi, ale chyba nie muszę. – 6 


Röyksopp
The Drug
Senior

posłuchaj
4.3


Chciałbym coś napisać o tym utworze, jednak nie dotrwałem do końca. Jest koniec października, mam sporo zajęć, nie stać mnie na taką rozrzutność w dysponowaniu czasem, żeby ktoś mnie nudził przez ponad minutę, sorry. - 3

Najnowszy materiał Norwegów w żadnym wypadku nie jest singlowym i doskonale to widać na przykładzie tego kawałka. Jeden z lepszych na płycie, ale osobno traci swoje atuty. Senior jest całością i nie powinien być rozbierany na czynniki pierwsze. Rozumiem, że duet chciał, bądź musiał czymś promować album, ale wypada to mało zachęcająco. - 5

Chcemy mieć już tę odsłonę z głowy, bo nikt do niej od dawna nie zaglądał, więc ja robię to, co powinni zrobić Röyksopp – wracam do Happy Up Here. – 5 


Star Slinger
May I Walk With You?

posłuchaj
9.0


Bardzo lubię Pawła. A jeszcze bardziej lubię to, jak on lubi Star Slingera, bo mam mniej więcej tak samo. - 9

Było piękne lato, choć czasem padało, dużo muzyki się słuchało i rekomendacje Pawła się sprawdzało. Jedną z nich była właśnie ta piosenka. Zauroczenie nie przyszło od razu, musiałem kilkukrotnie zapętlić utwór, żeby wkręciła się w mój gust muzyczny.  Zadomowiła się na tyle dobrze się w mojej głowie, że często do niej powracam.  A im zimniej, tym częściej. Bo przypomina mi o upalnym lecie. - 9

Choć może raczej Life Without Buildings – The Leanover (Star Slinger remix)? Tak się składa, że origami. Dopiero całkiem niedawno poważniej poznałem Any Other City i trochę smutno, że Star dokonał zaledwie reworku (i gdybym liczył to jako minus, byłby to jedyny minus). Ale inaczej. Kto kiedykolwiek skorzystał z Last.fm jako źródła rekomendacji? Ja raz i chyba muszę częściej, bo za pierwszym razem trafiłem na singiel roku. To zastanawiające i krępujące, jak bardzo koledzy wyżej podzielają moje zdanie. Miło słyszeć, że się znają (losowa emotikonka). – 9


Superchunk
Digging for Something
Majesty Shredding

posłuchaj
7.7


Co roku, dosłownie cholera co roku, słyszę, że teraz to już gitary muszą umrzeć albo że umarły. Pewne grupy krytyków i słuchaczy dumnie zapalają znicze, rozpaczają i piszą długie teksty o scenie elektronicznej / hiphopowej. A potem przychodzą "jacyś kolesie" i paroma kawałkami pokazują, że "trzeba tylko chcieć", jakby to powiedzieli w telewizji śniadaniowej. I dobrze, bo ja bardzo lubię gitary. - 8

Moda na wielkie powroty nastała. Wymieniać nie ma sensu, bo z trzy linijki by to zajęło, a i tak każdy z czytelników jako tako orientuje się kto powrócił i po co. Niektórzy pewnie dla kasy, inni być może z szacunku do swoich fanów. Miejmy nadzieję, że tych drugich jest więcej. Powrót Superchunk jednak różni się od innych tym, że nie kończy się jedynie na trasie koncertowej, a na całym albumie długogrającym. Być może dlatego, że nigdy oficjalnie działalności nie zawiesili, co nie zmienia faktu, że nie łatwo się wkręcić po dziewięciu latach milczenia. Udowodnili jednak, że dla nich to żaden problem i że wciąż są w stanie grać na tym samym poziomie co kiedyś. - 7

„Chociaż nie słucham już wcale takiej muzyki”. Dobra, nieśmieszne. Śmieszne jest za to, że w czterdziestolatkach więcej jest młodzieńczości niż we wszystkich zespołach utworzonych po Strokes. No Pocky for Kitty wciąż pozycja obowiązkowa. Starcy, ale jarcy. – 8

niedziela, 29 sierpnia 2010

Single Player #3: wiosna-lato 2010


Jeżeli, a na pewno, denerwuje was już ta Beyoncé, to dobry znak – wraz z nią (od „czwórki” modyfikujemy nagłówek; „tak se wmawiaj”) kończymy podsumowanie pierwszej połowy roku i już przy wydaniu czwórki będziemy, w miarę możliwości, na bieżąco. I tak, będzie wtedy Brodka.

Wiemy, że jaracie się kolejnymi Single Playerami potężnie, dlatego dzisiaj: siedem piosenek zagranicznych, dwie polskie i bonus polsko-zagraniczny poruszający ciężki temat, ważnych, a bagatelizowanych, problemów młodych ludzi (pozycja obowiązkowa). [Piąty Bitels]

Dj Czarny/Tas
Passion, Music, Hip-hop

posłuchaj
6.7


9 lat minęło odkąd Łona (w skądinąd słabym i przecenianym kawałku) próbował przekonać mamę, że raperzy to dobrzy chłopcy, z pasją i że niekoniecznie zaraz biorą w rękę kij i uderzają na miasto. Minęła dekada, miliony matek ciągle nie przekonało się do wizji Adama ze Szczecina, wobec czego Dj Czarny i Tas postanowili nagrać reklamówkę rapu i wyszła im znacznie lepiej niż większość polskich reklam w tym roku. Chociaż po tym kawałku "na pewno nie zorientujesz się, że mam problemy z nietrzymaniem moczu", to i tak ucho cieszy. – 7

Instrumental rap? Spoko, fajne. Znaczy wiem, że zaraz wyskoczy mi jakiś znawca i powie, że to nie isntrumental, ale nie ma tam żywego rapera, więc pozwólcie, że tak sobie to nazwę. Słoneczny teledysk, masa winyli i ładne krajobrazy miejskie. Podoba mi się, faktycznie zrobione z pasją. – 7

Kocham się w Endtroducing....., Since I Left You, Donuts i Rounds, więc – co naturalne – łyknąłem Passion, music, hula-hop jak pelikan. Słodkie turntable, „środowisko-nie-hip-hopowe-friendly” sample i pocztówkowe obrazki zeżarły w tym roku lwią część singli w Polsce. Post scriptum, sam jesteś słaby i przeceniany, jeśli Raperzy są niedobrzy „są niedobrzy”. – 6

Gorillaz
Stylo
Plastic Beach

posłuchaj
4.0


Może to śmieszne, może żałosne, a może po prostu mam rygorystyczną selekcję, ale to bodaj drugi mój kontakt z Gorillaz, specjalnie na potrzeby tego odcineczka i tych paru zdań. Otóż: jak się nie znaliśmy, tak dalej nie mam specjalnie ochoty na zwierzenia i wspólne wieczory, "no sorry". A że Albarn? No spoko, ale przecież geniusz Albarna = wokal w Out of Time, a nie jakieś takie coś. – 4

Najlepszy w tym całym singlu z pewnością jest teledysk z Brucem Willisem. Trochę polepsza sytuację piosenki, która ma za zadanie promować nowe wydawnictwo. Mimo swoich wysiłków wie, że dobry PR to nie wszystko i swoich brzydkich koleżanek nie da rady wypromować. Yes, Chris? - Yes. – 5

„Ale taki Stylo to Damon w szczytowej formie i spokojnie mógłby wejść na Think Tank”. Nie. Jak tu się zgodzić z Substance Only, kiedy najsłabszy (tj. najmniej bardzo dobry) na Think Tanku Crazy Beat niszczy Stylo z przysłowiowym uchem w nucie? Irytujący bassline, o jakim Alex James nawet przez moment nie pomyślałby w kategorii albumowego, jak sądzę. Więc nie. I raczej bez pomysłu ten utwór, i szczerze byłem zawiedziony, kiedy usłyszałem, znaczy: już wtedy wiedziałem, że Plastic Beach mnie nie obchodzi. Superfast Jellyfish już lepsze, a Damon errarum est i nawet geniusze odpoczywają (teledyski też wolałem starsze, sorewicz, Bruce). – 3

Grovesnor
Taxi From the Airport
Soft Return

posłuchaj
7.0


Nie wiem co to soul i nie wiem co to growl, ale podoba mi się i nic na to nie poradzę. – 7

Dr House założył okulary i śpiewa o taksówce z portu lotniczego! Nie no, ale na tej niebieskiej miniaturce, przypomina trochę go. Electro-soul, blabla, electro-funky-christian-classic-rap-gospel-rock. Tak mieszać można bez końca. Nawet jazzowo jest, a dzisiaj w Radiu Szczecin tłumaczyli czemu smooth jazz nie jest jazzem i czemu Stinga wrzuca się do tego pierwszego worka. Byłem na tyle zaspany, że zrozumiałem tylko, że po to, żeby wypromować ten gatunek. Tak samo może być tu, do soulu dodamy przedrostek electronic i już się młodzież zainteresuje. Myślę, że w sumie warto, chociaż ten utwór bardziej powinien trafiać do targetu +30. Spotkanie w kawiarni, bo ciężkim dniu w pracy, wszyscy ubrani w garniaki . O, takie sprawy. – 7

Gonią mnie terminy oddania tekstów, więc klasycznie: dobry dzik. Drive Your Car być może jeszcze lepsze. Boję się słuchać płyty, bo daję nerki, że spuścił z tonu na reszcie materiału. – 7

jj
Let Go
jj n° 3

posłuchaj
4.7


Aż do refrenu było sympatycznie, potem nieco mniej. Tym niemniej, ludzie, mamy 2010 rok i już nawet piłkarze z Azerbejdżanu i skoczkowie narciarscy z Tunezji przestają być sympatyczni, tak to się porobiło. Mamy rok 2010, powtarzam, chcemy muzyki, a nie kotletów; chcemy pizzy z piekarnika, a nie mikrofali. I to smacznej pizzy chcemy, dodajmy. – 5

Słuchając tego, widzę grupkę Indian, stojących na jakimś czerwonym wzgórzu, a nad ich głowami wisi zachodzące słońce. Grają i śpiewają, a obok stoi Polak z keyboardem i gra melodie disco-polo. Do mnie to nie trafia. – 3

Zaskakująco mi się to podoba, choć brzmi jak mash-up Viva Forever z radiowym Stingiem (w refrenie) i w ogóle „to już było”, aczkolwiek, hęhę, bez zbędnych dłużyzn, w najprostszy z możliwych sposobów, jj (ci, którzy na jj n° 2 mieli aż dwie bardzo dobre piosenki) przedstawili szpoko nutę i to na tyle szpoko, że choć jutro byłoby to już pięć, to dzisiaj jeszcze – 6.


Late of the Pier
Best in the Class

posłuchaj
5.0


Wiecie, część singli w każdym zestawieniu dostaje się tu po znajomości; ja jednak jestem przeciwny nepotyzmom, płatnej protekcji i czegoś tam jeszcze, wobec czego apeluję do Pawła, by szukał głębiej i takie zbyt słabe kawałki po prostu stąd wycinał, no bo, Pawle, wycinać należy. Ale ja się nie znam na singlach, ja słucham albumowo. Tak czy siak, "niewiele ci mogę dać" i niewiele daję. – 4

Jeżeli z singla można wywróżyć przyszłość nowej płyty, to nie wróżę jej powtórzenia sukcesu debiutu. Nudny elektroniczny kawałek, próbujący się ratować teledyskiem z masą dziewczyn. Ale to nic, kto mi odpowie po co ten rockowy sprzęt na końcu kawałka? Znani z tego, że świetnie mieszali oba gatunki, teraz postawili je obok siebie i są zadowoleni. – 5

Co wnikliwsi wiedzą, jaka jest moja opinia nt. Fantasy Black Channel, a jest zaskakująco dobra. Ale nikt, a nawet ja sam, chyba nie przypuszczał, że chłopakom pary starczy na więcej niż płytę i prognozy się sprawdzają – Best in the Class pojawia się tu, Marcinku, właśnie dlatego, że jest „zbyt słabe”, bo należy wspominać również o rozczarowaniach, nawet jeśli drobnych i nawet jeśli spodziewanych.

Bo jest to wciąż świetna piosenka, ale tym Late of the Pier różnili się od nie-Late of the Pier, że nagrywali piosenki, których nie nagraliby inni „przedstawiciele sceny”, a Best in the Class można wcisnąć w usta każdemu. To mogła być piosenka Hot Chip, na przykład. A ja nie jestem fanem Hot Chip. – 6

Katie Melua
The Flood
The House

posłuchaj
4.3


Katie Melua jest ładna i sympatyczna, występuje jednak w polskim Tańcu z gwiazdami, więc stosunek co do jej twórczości wśród trónieżalmłodzieży bywa różny; niezależnie jednak jak spojrzeć na kwestię wizerunku Gruzinko-brytyjko-cośtam, to niewątpliwie potrafi ona "robić klimat" i "śpiewać ładnie", tylko że, wiecie, ładnie to można śpiewać nawet w parafialnych zespołach i niekoniecznie skłania to do zakupu płyty, nie? – 4

Na wstępie Egipt, potem już lepiej, z refrenem włącznie, razy dwa. Od drugiej minuty zaczynają jednak dziać się rzeczy dziwne. Katie śpiewa po francusku? Czy tylko udaje akcent żabojadów? Pod koniec powrót do dobrego refrenu, ale za kropkę nad i znowu robi ten Egipt. Brzmi to dla mnie jak połączenie United States of Eurasia, oraz I Belong to You z repertuaru Muse, a komplementem to nie jest. – 4

Obecność Flood w radiach trafiła akurat na powodzie w Polsce (as natural as the rain that falls / becomes the flood again), co było takim czarno-humorzastym zrządzeniem losu, że aż się zainteresowałem. Bardzo fajny refren, Katie też bardzo fajna. – 5

Newest Zealand
Yours Sincerely

posłuchaj
7.3


Wbrew plotkom nie oddałbym życia za muzykę Borysa Dejnarowicza, jednakowoż skłaniam się ku temu coraz bardziej - szczególnie w sytuacji, gdy robi on TAKIE kawałki z TAKIMI ludźmi (z drugiej strony: jak tu nie zrobić TAKIEGO kawałka z TAKIMI ludźmi?). Borys wart jest ripitowania, jak rzekłby jeden z królów francuskich, gdyby żył w naszych czasach - a Yours Sincerely jest tego warte potrójnie, przynajmniej. Tak więc nie dziamać, nie marudzić, nie tworzyć psychoanaliz Dejnarowicza (gdzieś ktoś na poważnie zarzucił tej muzyce, że jest ZBYT AMBITNA i świadczy o PRZEROŚNIĘTYM EGO prezesa honorowego Porcysa, co komentarza chyba nie wymaga). Będzie ciekawe starcie na jesień, jakaś siódma walka stulecia czy coś: Newest Zealand vs Nerwowe Wakacje, ja już mam bilety na pierwszy rząd i chcę, cholera, móc pooglądać ciekawą wymianę ciosów. – 8

Borys-pop jak to mówią. TCIOF-owo, chociaż bardziej chilloutowo. Afro na fallusie, znaczy na klawiszach, Remy Zawadzki na bębnach i Kolektywny zastęp mamy. W ogóle skład mocny, jakby szykowali się na mecz Polscy Muzycy - Repra Polski. Faworyt znany. – 7

Być może As Sure As Sunrise jest bardziej w mojej drużynie, a jest, ale to nie stawia Yours Sincerely na pozycji przegranej. Widać, obok dobrze znanego już przecież piosenkopisarstwa, ogrom pomysłów na aranż, co dobrze rokuje (nienawidzę tego słowa od czasu czerstwej gry słów „rok” – „rock”) na jesień. – 7

Wavves
King of the Beach
King of the Beach

posłuchaj
7.3


Paweł uwielbia podkreślać, jakie hooki są na najnowszym albumie Wavves, więc nie będę mu odbierał tej przyjemności. Lubię ten kawałek, ale też nie klękam; ostatecznie więc pozwalam się napocić panom niżej, a sam stawiam solidną ocenę i czekam czy mnie nie zleją potem. – 6

Za oknem deszcz, Polskę pokryły ciemne chmury, a plaże opustoszały. Nie ma już tam króla i sprawia mi to wielki smutek. Pozostaną już tylko wspomnienia, z takimi jak ten, utworami w tle. – 8

King of the Beach z King of the Beach to wszystko, co chcesz usłyszeć od zespołów gitarowych w roku 2010, ale z reguły ci się nie udaje. Super Soaker też lubię i ten, Post Acid, ale tytułowy najmocniej dmucha kurz ze sceny sensu stricto indie. Słyszę, że Blink-182, ale nie słyszę Blink-182 (a nawet jeśli, to ten jeden utwór niszczy całą ich dyskografię, i to nawet – a może przede wszystkim dlatego, że? – nie miałem odwagi się z nią zapoznać). – 8


Zola Jesus
Night
Stridulum EP

posłuchaj
5.0


Pohajpujmy i przehajpujmy; czytałem niejeden tekst o Zola Jesus w tym roku i dalej nie wiem, dlaczego one powstały. Muzyka jakiej mnóstwo, a do tego irytujące brzmienie wokalu przywodzi mi na myśl równie irytujące zespoły. Jest lato, więc chcę latać, a nie oglądać, gdzie raki zimują, więc weź to wyłącz i daj mi, do cholery, spokój. – 4

Początkowo myślałem, że to znowu jj. Skojarzenia narzucają się same, wokal po raz kolejny ważniejszy od instrumentów, które chowają się po kątach. Gdy utwór się rozkręca, głos wokalistki przypomina mi Bat for Lashes. Znowu bez fajerwerków, ale podoba mi się bardziej niż Let Go. Intro na plus. – 5

Stridulum byłoby EP-ką tego roku, gdyby Diogenes Club i Class Actress w ogóle nie istnieli, a Night to być może najjaśniejszy – no pun intended – punkt Stridulum, od początku do końca właściwie nieruszający się z miejsca, ale po co. Broni się. – 6


MC Mała
Słowami manipuluję (diss na ciocię Asię)

posłuchaj
11.0


Mogę nie pamiętać dobrze, ale Szymon niżej się myli i to ja podesłałem Pawłowi owego singla, nawet chyba ja go przepchnąłem do tego zestawienia. Tak czy siak, wszystko tu słychać: wiem, wkurwiają cię Smarki, Tetris, Zkiwboy, W.E.N.A / masz dosyć VNM-a i tych bitów od Kixnare'a to masz rozwiązanie - MC Mała nawija uniwersalną prawdę o ciotkach, które wkurzały każdą personę świata, sprawiając, że zamiast wywoływać duchy o drugiej w nocy tudzież oglądać filmy, jakich mama oglądać nie pozwala, a ciocia pozwolić powinna - np. z krwią - trzeba było wtulać łeb w poduszkę. Cholera wie, może dlatego nie lubię dziś wakacji, a MC Mała swoimi wersami próbuje terapii zgodnej z najnowszymi trendami psychologii. Nawiasem, chciałbym mieć takie flow jak rzeczona dziesięciolatka, ale niestety wciąż nie trafiam w rytm i przeciągam sylaby. MC Mała ma to już za sobą, odeszło od niej wraz z mlecznymi zębami, jak sądzę. Tak czy siak: nadzieja rapu? He he he. – 11.0

Widzę, że wyprawa Bitelsa do Holandii nie poszła na marne. Oprócz tego, że nachapał się świetnych płyt za bezcen, to jeszcze niczym Franz Smuda, odkrył kolejny polski talent na uchodźstwie. Tematyka faktycznie trudna i trafiająca głęboko do serca. MC Mała zapewne miesiącami czekała na wielką wyprawę do Beneluksu, a jej ciocia Asia tak brutalnie pozbawiła ją całej radości. Więc nie może dziwić reakcja Master of Ceremony, która brutalnie dissuje swoją ciocię. Po to powstała muzyka, żeby dzielić się swoimi uczuciami i chwała jej za to – 11

Racja jednak po stronie Yetiego, choć rzeczywiście mój pobyt w Holandii zbiegł się z – nieco dramatyczniejszym – pobytem MC Małej. Diss, jaki nagrała ona na tajemniczą postać cioci Asi, zmiażdżył Asię i skutecznie odebrał jej mowę – nie doczekaliśmy beefu. Osobiście czuję, że pobiłoby to starcie wschodu z zachodem i właściwie to wszystkie inne starcia też, bo jeśli flow i storytelling ewoluują z wiekiem, to pełnoletnia Mała będzie załatwiała jednym dissem potyczki nie tylko ze złowieszczymi ciotkami, ale i całą sceną: i mainstreamu, i podziemia. MC Mała ain't nuthin' ta f'wit. – 11