środa, 5 grudnia 2012

Oh no! Yoko: Sorrow EP

OCENA: 5.5
Jakiś czas temu miałem mocną podjarkę Marnie Stern. Nie jestem miłośnikiem znęcania się nad gitarowym gryfem, ale Marnie była w jakiś sposób urzekająca. No i trzeba przyznać, że świetnie radziła sobie z gitarą. Zwłaszcza, że przygrywał jej na perkusji Zach Hill, który jest chyba moim (i nie tylko moim, zapewne) ulubionym perkusistą. Dlaczego piszę o Marnie? Bo Oh no! Yoko i Marnie Stern łączy właśnie finger tapping, czyli ten taki sposób gry na gitarze, który jest bardzo efektowny, jednak bywa czasami efekciarski.

Epka nagrana przez trzech młodych Kanadyjczyków nie jest niczym nadzwyczajnym, ot takie sobie nastolatkowe,  melancholijne, chwilami radosne, czasem rozwrzeszczane indie. Piosenki są króciutkie, także ciężko się nimi znudzić po pierwszym odsłuchu. Całkiem przyjemny śpiew okraszony właśnie wszędobylskim finger tappingiem dubluje się często z tym, co wydobywa ze swojego gardła wokalista - gitarzysta. I choć dużo mniej tu takiej właśnie gitary - porównując do zeszłorocznej płyty - zwraca ona uwagę i nie jest tak efekciarska, jak bywało wcześniej. 

Nie zauważyłbym tego zespołu w ogóle, gdyby nie ich imponująca trasa i zdawałoby się przypadkowy koncert w Bytomiu. I w zasadzie cieszę się, że poznałem Oh no! Yoko. Utwierdzili mnie w przekonaniu, że choć wykonują naprawdę solidny kawałek muzyki, nasze krajowe podwórko nie wypada wcale gorzej od tego zza oceanu. Szkoda tylko, że nasze szczeniackie kapele nie mają takich tras jak ta:




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Redakcja apeluje: nie gryź, a jeśli już musisz, to inteligentnie. Zastrzegamy sobie prawo do wycięcia Twojego komentarza, szczególnie jeśli będzie zawierał bluzgi. Prosimy, nie pisz jako Anonimowy, jakoś się podpisz. Miłego dnia.