środa, 26 października 2011

Cool Kids of Death: Plan ewakuacji

OCENA: 5.5 
Kilka dni temu zespół Cool Kids of Death ogłosił, że Plan ewakuacji będzie ich ostatnią płytą w dorobku. Możemy jedynie gdybać, czy to prawda, czy kolejne przekomarzanie się ze słuchaczami. Tak jak wielu recenzentów zjadło zęby na interpretacji piosenek łódzkiego zespołu, tak i teraz intencje nie są jasne. Może jednak faktycznie tak będzie. Reaktywacja na dwudziestolecie debiutu, wielka trasa, pieniądze i chwała. Tylko, że na razie mówi się jedynie o zaprzestaniu nagrywania nowego materiału, a koncerty mają się odbywać dalej. Chyba, że zabraknie chętnych, a organizatorzy będą płacić za mało. Jednak to przyszłość, na razie mamy przed sobą Plan Ewakuacji. Płytę, której interpretacja jest równie ciekawa.

Po pierwszym przesłuchaniu tego materiału można było odnieść wrażenie, że jest to żart. Że zespół ogłosi, że daliśmy się nabrać i za kilka dni ukaże się płyta z właściwymi piosenkami. Za tą teorią spiskową stały też tytuły utworów. Plan ewakuacji, Dalej pójdę sam, Biała flaga, Nie mam nic, Złe rzeczy i Wyłącz to. Jakby chcieli nam powiedzieć, że się ewakuują, zostawiają nas i dalej pójdą sami. Że wywieszają białą flagę, bo nie mają nam już nic do powiedzenia i nagrali złe rzeczy których mamy nie słuchać, które mamy wyłączyć. Następnie pojawia się informacja, że będzie to ich ostatnia płyta. Zaczyna się wszystko kleić. Tak jak w 2002 roku wmówili nam, że są rewolucjonistami, tak teraz chcą przekonać, że to jest ich koniec. Kolejny świetny chwyt marketingowy. Do tego dochodzi zmiana stylu i o zespole znowu robi się głośno. Może nie ma ich ponownie w telewizji i gazetach codziennych, ale to tylko dlatego, że zmieniły się media. Teraz wszystko przeniosło się do internetu, a w nim jest głośno o nowej płycie Kulek.

Pierwsze przesłuchania są ciężkie, ale z czasem zaczyna się doceniać nową twarz zespołu. Szczególnie tę kompozycyjną, bo tekstowo jest nierówno. Bywają rozbudowane słownie utwory jak Wiemy wszystko, ale z drugiej strony jest Nie mam nic, na którym pojawia się jedna linijka. Wiadomo, trochę głupio by było wyśpiewać nie mam nic, do powiedzenia Ci, a następnie wygłosić monolog o życiu. Ale przecież ten skądinąd niezły podkład można było połączyć z lepszym tekstem i tytułem.

Zdarzają się nawiązania do poprzednich albumów i na pewno takim jest Chrystus. To już tradycja, że zespół na każdym krążku umieszcza króciutki utwór, który zazwyczaj okazuje się najsłabszym numerem, ale robi furorę na koncertach. Ludzie którzy chodzą na koncerty jedynie po to, żeby się wyszaleć, na pewno polubią Chrystusa, bo to jedyna piosenka na płycie, która posiada taką dawkę rokendrola. Wiemy wszystko to świetna odpowiedź na Butelki z benzyną i kamienie. Minęło dziesięć lat i mimo, że wciąż wiemy wszystko, to już nikt nas nie pyta o zdanie. Minęło dziesięć lat i już nie będziemy w nikogo rzucać butelkami z benzyną. Co najwyżej możemy rzucać kamieniami w okna działkowych altanek, jednak ze strachem, że zaraz spisze nas policja. Mamy swój własny, dokładnie znany wszechświat i nie chcemy poznawać nowego. Stary, chociaż nie jest idealny, wystarcza nam. Taką odpowiedzią jest też Na kredyt, w którym słyszymy: lecz nie karabin potrzebny mi, przelewać będę pieniądze zamiast krwi.

Wróćmy do kompozycji. Według mnie wyróżnia się Biała flaga z fajnym elektronicznym początkiem, akustycznym środkiem i fajną solówką na końcu. Karaibski, chociaż tekstowo nie zachwyca, to wyróżnia się tym początkowym klawiszem. Klawiszem który z sekundy na sekundę osiąga coraz większą prędkości by w końcu pozwolić piosence by ta rozwinęła swe skrzydła. Podobać się może gęsta atmosfera Matka Noc czy Pas którego kręgosłup jest zbudowany na perkusji i pulsującym motywie elektronicznym. Ale tak naprawdę każda piosenka posiada jakieś ukryte smaczki, dzięki czemu materiał nie jest nudny i przy każdym przesłuchaniu można dosłyszeć coś nowego.

Niestety, trasa promująca liczy sobie tylko sześć koncertów i zespół nie zagości w Szczecinie. A z chęcią bym zobaczył jak materiał sprawdza się na żywo i jaka jest reakcja publiki. Szczególnie tej, dla której koncert Kulek był świetną okazją do wyszalenia się i zrobienia pogo. Chociaż sądzę, że ta część publiczności nie powinna się martwić i po promocji Planu ewakuacji, większość nowego materiału pójdzie w odstawę i zespół znowu będzie mógł w dowolnych aranżacjach grać stary materiał. Jednak najpierw przed nami wiosenna trasa promująca reedycję debiutu i sama premiera tego krążka, na którym ukaże się też zapis koncertu z OFF Festival 2009. Warto czekać. Mam nadzieję, że tym razem trasa będzie dłuższa, aranżacje oryginalne i że nie będzie takiego improwizowania jak na kwietniowym koncercie.

3 komentarze:

  1. słowo "naprawdę" pisze się razem, nie osobno, naprawdę. a poza tym - dobra recenzja.

    OdpowiedzUsuń
  2. Na pewno i naprawdę. Dzięki. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. szczerze, jestem całkiem przyjemnie zaskoczony tą płytą. słucha się jej o wiele lepiej niż poprzedniej, po której już prawie skreśliłem ten zespół

    OdpowiedzUsuń

Redakcja apeluje: nie gryź, a jeśli już musisz, to inteligentnie. Zastrzegamy sobie prawo do wycięcia Twojego komentarza, szczególnie jeśli będzie zawierał bluzgi. Prosimy, nie pisz jako Anonimowy, jakoś się podpisz. Miłego dnia.