czwartek, 27 maja 2010

Apparatjik: We Are Here

Tak zwane Supergrupy w ostatnim czasie (a może zawsze?) pojawiają się jak przysłowiowe grzyby po deszczu. A ja wciąż nie wiem jaki jest ich sens istnienia. No bo ile takich zespołów osiągnęło większy sukces od grup macierzystych? Możliwe, że jakieś się znajdą, ale w tym momencie ich nie wymienię. Zresztą prawdopodobnie takie inicjatywy powstają z potrzeby jakichś zmian w życiu. Mam dosyć swoich kumpli z kapeli, spędzam z nimi tygodnie na trasie, a potem jeszcze w studiu. Nawet picie z nimi jest banalne, bo już obgadaliśmy wszystkie ciekawe tematy. A teraz poznałem Johna i Franka, z którymi zajebiście się pije, a po za tym podoba mi się ich muzyka. Można to uznać za taki legalny skok w bok. Krótki muzyczny romansik, jedna płyta, kilka koncertów i wracam z powrotem do pierwszego zespołu. Zawsze z takiej współpracy można wyciągnąć też ciekawe wnioski, czy pomysły które można wykorzystać w dalszej muzycznej karierze. Piszę ten wstęp, ponieważ mam Wam do zaprezentowania kolejną supergrupę.

Apparatjik -  zespół który powstał w ramach integracji europejskiej. Duńczyk, Norweg  i Szkot. Łączy ich to, że w ich krajach nie ma Euro, a na ich flagach znajduje się krzyż. Chociaż na szkockiej jest ułożony w innej pozycji. A norweski jest podwójny i ten wewnętrzny jest niebieski (granatowy?). Dokładniej to Jonas Bjerre z zespołu Mew, Guy Berryman z Coldplay, oraz Magne Furuholmen z A-ha. Wokalista z gitarą, basista, oraz gitarzysta z keyboardem. W rolę perkusisty wcielił się bliżej mi nieznany Martin Terefe.

Zespołów z których się wywodzą chyba nie trzeba przedstawiać. Coldplay i A-ha są jednymi z najpopularniejszych zespołów pop-rockowych w Europie. Za to Mew może się poszczycić najlepszymi wynikami na liście sprzedawanych płyt w Danii. Wszyscy mniej lub więcej związani z gitarowym graniem, więc czym nas uraczyli na tym pobocznym projekcie? Jedenastoma kawałkami o dużej dawce elektroniki. Mocne bity, jak np. ten w Deadbeat który otwiera album. Połamane dźwięki, mogące przypominać gitary Mew. Cała płyta utrzymana w podobnym klimacie, większość do potupania nóżką, ale znajdują się też bardziej nastrojowe momenty. Ile w tej płycie słychać matczynych zespołów? Na pewno najmniej Coldplay i dobrze. Słyszę sporo Mew, ale to pewnie dlatego, że jest jedynym zespołem którego słucham, po za tym wokal Bjerre robi swoje. Najmniej mogę powiedzieć o A-ha. Bo wiem tylko tyle, że moja Mama podobno ich słuchała w młodości. Słyszałem też oczywiście kilka ich kawałków w radiu i pamiętam, że ich ostatni singiel kojarzył mi się z Keane. Więc chyba dobrze, że postanowili rozwiązać zespół. W końcu trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść niepokonanym. 

Wracając do wokalu, to jak już wspominałem, frontmanem jest Jonas Bjerre, ale na zamiennie śpiewa z drugą osobą. Niestety nie mogę rozszyfrować z kim. Żadna strona tego nie podaje. YouTube też nie pomaga, bo jakość koncertowych nagrać jest słaba, a po za tym zespół śpiewa za jakimiś ekranami i widać tylko cienie. Więc albo to Berryman, albo Furuholmen, ale nie będę się upierał przy żadnych, żeby nie strzelić gafy. A może oni w trójkę śpiewają? Też możliwe. A dosyć to istotne, bo to nie są jakieś tylko chórki dla Bjerre, a czasem nawet całe zwrotki, czy refreny. Wtedy to wokalista Mew robi tylne wokale. Ciekawie to wychodzi, bo nie wiesz kto będzie śpiewał w następnej piosence. Urozmaicone kombinacje, jeden wokalista, dwóch (trzech?), potem jeden śpiewa sam, następnie drugi, a na koniec tylko wspiera chórkami.  W sumie podobnie wyglądają wokale u Menomeny.

Nie miałem zamiaru jakoś szczegółowo oceniać tej płyty. Chciałem pokazać projekt, który może nie każdy zna, ale wielu pewnie zainteresuje. Wśród czytelników pewnie są fani któregoś z tych trzech zespołów, którym umknęła wieść o Apparatjik. Zrozpaczeni słuchacze A-ha mogą posłuchać założyciela grupy w nowym wcieleniu. Ci którzy są rozczarowani nowymi dokonaniami Coldplay, mogą  usłyszeć bas Berrymana w lepszych kompozycjach. A Jonas Bjerre dzięki bardziej znanym kolegom może wypromować swoje Mew wśród większej ilości słuchaczy.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Redakcja apeluje: nie gryź, a jeśli już musisz, to inteligentnie. Zastrzegamy sobie prawo do wycięcia Twojego komentarza, szczególnie jeśli będzie zawierał bluzgi. Prosimy, nie pisz jako Anonimowy, jakoś się podpisz. Miłego dnia.