czwartek, 13 maja 2010

Muchy: Notoryczni Debiutanci

Ociągałem się z recenzją tej płyty. Jej premiera wypadła 8 marca, a mamy już rozkwit maja. Więc czasu na zapoznanie miałem sporo. Tym bardziej, że zespół opublikował materiał na swoim MySpace tydzień przed sprzedażą detaliczną. Na początku się chowałem za podsumowaniem dekady. Przecież ono było najważniejsze. Ale przecież po cichu, między 29 a 21 miejscem mogłem sobie notować najistotniejsze sprawy związane z tym krążkiem. A skądże, teksty oddawałem 5 minut przed czasem, a miałem się jeszcze zajmować recenzją, której deadline był ustalony na gdzieś kiedyś? Jednak ten okres minął i dekada poszła do archiwum, a Muchy coraz mocniej świeciły w mojej głowie. Nadszedł czas, nie odkładaj tego, upublicznij swoje spostrzeżenia. No i przyszedł ten moment. Jest pierwsza w nocy, mam chwilowy przypływ weny i zdążę napisać wstęp, albo nawet nie. Rano trzeba wstać. Coś jednak zacząłem, co nie oznacza, że szybko to skończę. Pytanie, czemu tak to odkładam? Ano dlatego, że to ma być dokładna analiza płyty, a nie takie pitu pitu - No wiecie, płyta dobra, trzy pierwsze kawałki opiszę, reszty mi się nie chce, posłuchajcie sami. Teraz postaram się ocenić wszystko, od track 01 i skończę na track 11. Trzymajcie kciuki za to, żeby się udało. Bo na razie koniec weny, idę spać.

Michał Wiraszko wraz ze swoimi kolegami prawie w każdym wywiadzie musiał tłumaczyć, co oznacza tytuł drugiej płyty. Z tego co zrozumiałem, to mimo, że podchodzę do tego tekstu po raz drugi, oraz napisałem już kilka notek na tym blogu, wciąż mogę się nazywać notorycznym debiutantem. Fajnie, debiutant brzmi tak młodo, optymistycznie. Dobra, wystarczy tego nabijania literek, czas przejść do meritum.

O Muchach kto miał słyszeć, ten na pewno usłyszał. Wywołują wiele kontrowersji i dla ich popularności to chyba dobrze. Po prostu o takich zespołach trzeba dyskutować. Ich zwolennicy uważają, że uratowali polski pop-rock przed zagładą. Krytycy za to powtarzają, że takich zespołów to w Polsce jest na pęczki  i nie ma czym się jarać. Oczywiście jestem w tej pierwszej grupie. W latach '80 była Republika, następnie w '90 Rojek z Myslovitz miał pewne przebłyski. Jednak był to krótki moment i polska młodzież szukająca ambitnego popowego plumkania na gitarze, została osamotniona. Trzeba było czekać aż do 2005 roku. Pojawili się, opublikowali ep-kę Galanteria i serca mocniej zabiły. W końcu ktoś kto widzi wokół siebie to samo co my, tylko umie to dobrać w ładne słowa. Republika jest wielka, ale jak tu się identyfikować z tekstami z lat '80? Inny system, inne pokolenie, inni ludzie. Chociaż teksty Ciechowskiego są ponadczasowe, to miło usłyszeć coś współczesnego, co można słuchać bez wstydu. W 2007 roku pojawił się Terroromans. Tak Późno, bo nikt tego nie chciał wydać. Heh. Nieważne. Ważne jest to, że ten poznański tercet potwierdził, że to na prawdę jest to, na co czekaliśmy. Do tego ten lekki powiew optymizmu. Słuchając Ciechowskiego i Rojka można było się nabawić depresji. W sumie taki jest romantyzm, użalanie się nad sobą, tylko w pięknych słowach. Wiraszko w swoich tekstach zastosował alko-romantyzm i nawet można było polubić brudny śnieg. Wiadomo, z pomocą alkoholu wszystko przychodzi łatwiej. Dostaliśmy przebój na przeboju, świetną muzykę i znakomite cytaty do statusu na gadu-gadu, czy teraz na facebooku. Oczekiwania wielkie, w końcu to podobno ta druga płyta jest najważniejsza w dorobku zespołu. Pierwsze nagrywanie z Tomaszem Skórką. Dwie zdolne ręce więcej, więc i brzmieć powinno lepiej.  Producentem osławiony Marcin Bors. Człowiek który w przeciągu ostatnich dwóch lat nagrywał prawie każdemu. A że żadna z tych płyt które produkował nie była jakieś mega rewelacyjne, to nie rozumiem tego całego hajpu. No dobra, powyżej średniej krajowej, ale żeby każdy musiał z nim nagrywać? Najwyżej, że w naszym kraju już nie ma innych producentów. Ale wróćmy do płyty. Premiera była przekładana, zaczęły ukazywać się wywiady, niektóre piosenki były grane na koncertach, ale wciąż nie można było ocenić materiału. 8 marca. To miał być dzień premiery. Doczekaliśmy takich czasów, że oczywiście piosenki pojawiły się tydzień wcześniej na oficjalnym MySpace i zabawa została popsuta tym, którzy czekali na pierwsze przesłuchanie z oryginalnego krążka. Ja nie wytrzymałem i zacząłem słuchać z internetowego streamingu:
  • Rekwizyty: Już na samym początku zostaliśmy zaatakowani największą niespodzianką. Pamiętacie końcówkę 111? Ostre zakończenie płyty, z głośną gitarą i perkusją, które powoli milkną w oddali. Na początku Rekwizytów powraca perkusja, i wychodzi z tego takie ładne połączenie obu płyt. Czyli potwierdzenie - kontynuujemy dzieło zniszczenia. Ale czy na pewno? Ballada, która na początku brzmi jak jakiś ponury żart. Wersja beta, która nie powinna wycieknąć na światło dzienne. Refren nie pasujący do zwrotek, fatalne przejścia, czy  to błąd osoby wrzucającej piosenki na serwer? Czy na płycie usłyszymy ukończoną wersję? Okazało się, że nie. Na szczęście to wrażenie z przesłuchania na przesłuchanie mijało i z perspektywy czasu można uznać ten utwór za jeden z najlepszych na płycie. Przyzwyczaili nas do prostych melodii i może tutaj trochę przekombinowali. Jednak gratulację za odwagę. Bo przecież to, że cię nie gonią, nie znaczy, że masz stać. A ja mądrzyć się nie będę, bo Wiraszko mi wyśpiewuje: niech ominą nas, zbyt życiowo mądrzy ci bez wad. Wspomnę tylko, że szkoda, że zwrotki tekstowo często kuleją i strasznie irytuje ten akordeon pod koniec. Jednak refren wymiata, a to chyba najważniejsze.
  • Notoryczni Debiutanci: Tytułowy utwór nam przypomina kogo to jest płyta. Terrormansowy utwór jak diabli. Melodia, gitary, miasto i relacje damsko-męskie. Tylko zamiast Poznania Warszawa. No i  w relacje wmieszał się Ojciec partnerki. Z którym na fliperach udajemy więź pokoleń. Fliperach? A nie lepiej na Twitterach? Piosenka tak na prawdę niczym się nie wyróżniająca spośród całej twórczości zespołu, które jednak ukrywa w sobie kolejną świetną linijkę. To będzie dobry rok bez roczni i postanowień, bez wspomnień i rozczarowań. Ustawiamy na opis GG i przechodzimy od kolejnego utworu. 
  • Przesilenie: Pierwszy singiel. Wita nas syntezatorowy motyw, tak ostatnio popularny u młodzieży na wyspach. A wokalista pozwala nam już mówić do siebie na Ty. Trzy płyty, 660 przesłuchań na last.fm, cztery koncerty. Czemu nie? Piosenka opowiada o wiosennym przesileniu. Kwiaciarnie, świt wyważający nam oczy i drzwi oraz turyści wracający do miast. Po tegorocznej zimie, to na pewno dobry hymn do jej przegonienia. Wszyscy idziemy na Plac Wolności by tam zapomnieć dobre rady i w krótkich spodenkach powiedzieć - spadaj! - zimie prosto w twarz. Niestety, utwór wypada fatalnie na żywo. Elektroniczna wstawka wypada fatalnie, Maciejewski z zażenowaniem w chórku robi yyyyhyyyy, yyyyhyyyy, a piosenka traci cały swój power. Szkoda, bo przez to ta pogoda za oknem wciąż jest taka nijaka, jak Przesilenie na żywo.
  • W zasięgu ramion: Tak mi się kojarzy z dyskusją o tym, czy matura z matematyki powinna być obowiązkowa, a jeśli nie, to czemu polski tak? Przecież jak humanista się może tłumaczyć, że nie kuma matmy, to matematyk może tak samo oceniać język polski. Pogodzić ich może ten fragment: podobno używamy jednego języka / w dialogu ginie jednak słów matematyka / arytmetyka zależności gubi nas. Ja taki mądry, bo maturę pisałem rok temu i matmy pisać nie musiałem. A ten tekst został okraszony fajnymi skrzypcami. A reszta? Coś tam o sprawach w zasięgu ramion. Że życie to wojna, a nie bal, a te ramiona są naszą tarczą. Na razie mnie nie rusza, może kiedyś oświeci.
  • Księgowi i Marynarze: Muchy próbują nam uświadomić, że ludzie dzielą się na księgowych i marynarzy. Pierwsze słyszę, mimo, że mieszkam w Szczecinie. Za biurkiem się raczej nie widzę, więc jestem marynarzem? Do Akademii Morskiej mam daleko i pisząc tę recenzję mogę się poczuć jak księgowy. Jednak On pewnie ma wyznaczone terminy, które go gonią, a ja jestem taki wolny strzelec i pracuję kiedy chcę. Utwór był pierwszym który wpadł mi w ucho. Pamiętam jak na następny dzień go nuciłem na uczelni, chociaż tytułu jeszcze nie pamiętałem. Muzycy na pewno są marynarzami. Nie myślą o dniu następnym, bo nie mają pojęcia co się wydarzy. Wiedzą tylko, że będzie koncert, albo dzień wolny który prześpią. Dzień bez zaplanowanej puenty. Noc krótka, jednak koncert wieczorem, więc martwić porannym wstawaniem się nie trzeba. Błogie życie muzyków.
  • Przyzwolitość: O rozstaniach chyba jeszcze nie było? A na pewno nie tak dosłownie. Jedne przychodzą z łatwością, a innych się nie chce zaakceptować. Zaczyna się walka o wielki powrót, jak w tanich romansidłach. Może zechcesz mi przypomnieć, kto rozpoczął tę historię / tylko jeden taki moment, pamiętasz, tak ten. Zanim nie odróżnisz dnia od dnia, przypomnij sobie o tych parkach, tetrach, galeriach, czy kinach. Czy było źle? Więc może zechcesz na piechotę w nasze ulubione miejsca? / może uda się z powrotem.. / no tak, my nie mamy takich miejsc. Tekstowo ścisła czołówka na tej płycie. Muzycznie podoba mi się perkusja. Bardzo uproszczona, kojarząca się z punk rockiem. Jednak taka wyciszona i pasująca do klimatu utworu. 
  • Zimne Kraje:  Drugi singiel, który był świetnym wyborem. Przebojowy kawałek z fajnym riffem. Do tego ten podryw na oczy. A patrząc na to, że poprzednim kawałkiem była Przyzwolitość, to na litościwe oczka, jak u kota ze Shreka. A do zimnych krajów faktycznie nikt nie podróżuje, w końcu islandzki wulkan znowu dymi.
  • Piętnaście minut później: Ani się obejrzysz, a już jesteś dorosły. Cały życie chciałeś nim być. Przecież to tak fajnie. Jednak gdy już dostaniesz dowód, zaczynasz sobie uświadamiać, że kiedyś było lepiej. Tyle wolnego czasu, zero problemów. Chodzenie do księgarni, ozdabianie akwarium. I patrzysz jak się kończy i chciałbyś, żeby ten czas potrwał przysłowiowe piętnaście minut dłużej. Kolejna udana konfrontacja Wiraszki z nową tematyką.
  • Serdecznie Zabronione: Ostatni utwór który powstał w czasie sesji pt. Notoryczni Debiutanci. Wciąż mi gdzieś umyka. Brzmi świetnie, jednak szybko o nim zapominam. Kilka dobrych linijek, jednak całościowo wydaje się taki nijaki. Do posłuchania, ale bez większych przemyśleń.
  • '93: Moja propozycja na singiel nr 3. Zdecydowany headliner. Świetny refren, który został chóralnie odśpiewany przez cały zespół. Kojarzy mi się z którąś piosenką Blur. Niestety do dzisiaj nie mogę zlokalizować z którą. Może tam nawet nie ma chóralnego śpiewu. Po prostu ta fala dźwięku wydaje mi się jakaś taka znajoma. Jednak to nie zarzut. Przecież często jest tak, że coś słyszymy po raz pierwszy, a brzmi tak świetnie, że nie wierzymy w to, że nie znaliśmy tego wcześniej. Podobno oznacza to tylko tyle, że ten utwór bardzo nam się podoba. Mam tylko jeden problem z tą piosenką. W tekście jest - pantera zbiegła z zoo, a ja tam wciąż słyszę - pantera wiworso. Wiecie, tak po francusku. Nie można też zapominać o tym, że w '93 urodził się nasz Redaktor Naczelny. To bardzo dla nas ważna data.
  • Kołobrzeg - Świnoujście: Chyba znowu im nie wyszło. Terroromons miał dwie wady, brzydką okładkę i słaby utwór zamykający. Może 111 samo w sobie nie było złe, ale po prostu było wyjęte z kontekstu i nie pasujące do reszty materiału. Teraz mamy tę samą sytuację. Kontrowersyjna okładka, a na deser odgrzany kotlet. W Piętnaście minut później słyszymy - no popatrz jak się kończę, kiedy śmiejesz się i klniesz. Dokładnie taka była moja reakcja, gdy usłyszałem nową wersję kolejowej piosenki. Została zmaltretowana i pozbawiona wszystkich atutów. Brzmi jak żulerska ballada, co podkreśla jeszcze wokal który brzmi jakby był nagrywany na kacu. Do tego ta końcówka żywcem zerżnięta z Another Morning Stoner ...And You Will Know Us By The Trail Of Dead. Słaby koniec masz kochanie.
              Recenzja jest długa, więc podsumowanie będzie krótkie. Najlepiej zrobił to sam Wiraszko - No wiem, że można mądrzej, daj mi jeszcze kwadrans. To samo mogę powiedzieć o swojej recenzji. A jeżeli Terroromans był pięcioma minutami Much, to bez problemu mogę im jeszcze dać szansę na kolejny kwadrans. Bo mimo, że Notoryczni troszeczkę odstają od debiutu, to ostatni raz sprawdzam, czy jeszcze to lubię i lubię to. Zaleciało Facebookiem. 
                           

              Brak komentarzy:

              Publikowanie komentarza

              Redakcja apeluje: nie gryź, a jeśli już musisz, to inteligentnie. Zastrzegamy sobie prawo do wycięcia Twojego komentarza, szczególnie jeśli będzie zawierał bluzgi. Prosimy, nie pisz jako Anonimowy, jakoś się podpisz. Miłego dnia.