środa, 14 października 2009

Air: Love 2

Drogie Air! Szanowni Panowie Nicolas Godin i Jean-Benoît Dunckel,

Mam na imię Paweł i pochodzę z Polski, gdzie w październiku sypie śnieg, a wśród trzydziestu ośmiu milionów ludzi ciężko znaleźć jedenastu do gry w piłkę. Pragnę Was poinformować, że Wasza płyta przypadła mi do gustu. Ja wiem, teraz – jedząc winogrona za pieniądze z jej sprzedaży – zdajecie sobie z tego sprawę, ale chciałem żebyście wiedzieli, że macie fana, który nie twierdzi, że skończyliście się na Moon Safari.

Bo tak, legendarne było Moon Safari, pół-legendarne 10,000 Hz Legend, dlaczego-nie-legendarne Talkie Walkie. A Wy wiecie, czego oczekują konsumenci i dajecie im połączenie wszystkich tych płyt. Po pierwsze chciałem wam podziękować za to, że nie nagraliście nigdy niczego średniego. Po drugie, pragnąłem pogratulować, że nowy album jest równie dobry jak poprzednie.

Wiecie, że Was lubię. To Wy rządzicie i dzielicie chillout-popem, gatunkiem, który przed chwilą sam sobie wymyśliłem, a i tak wszyscy wiedzą, o co chodzi. Najładniejszym prezentem w nagrodę za to, że Was lubię, było wydanie płyty, dzięki której lubię Was jeszcze bardziej. To sprytne i bardzo miłe zarazem, dzięki. Ja wiedziałem, że układacie dobre melodie i chciałem kolejny raz odczuć to na własnym uchu, a Wy posłusznie ułożyliście tych melodii trzynaście. No i jak tu nie być miłym?

Zapamiętaliście, że lubię wasze instrumentale, to bardzo uprzejme z Waszej strony. Dziękuję za solidne African Velvet i za świetne Tropical Disease. I za to, że w tym drugim motyw fujarki wypieścił mi ucho, też dzięki. I za to, że znowu z krótkich motywów (Love – łatwo, prosto, chyba łatwo się nudzi, ale nie mi; Be A Bee – gdzieś już to chyba słyszałem, ale na pewno w słabszym wydaniu) potrafiliście zrobić tak klawe utwory. Dziękuję również za to, że posunęliście się z inspiracjami krok dalej, dzięki czemu Missing The Light Of The Day brzmi troszkę jakby krautrockowo (jak nazywałby się ten gatunek, gdyby powstał we Francji?), czyli oryginalnie, czyli naprawdę bardzo dobrze.

Przesyłam gorące uściski dla Waszych konsolet i żywych instrumentów (bo sporo tu ich, na czele z gitarą elektryczną jako tło w niezaskakującym, ale mimo wszystko miłym So Light Is Her Footfall) oraz życzę dalszych sukcesów przynajmniej takich jak ten, Love 2. Liczę, że jako odpowiedź przyślecie mi jakieś smycze i breloczki, bo niby po cholerę pisałem ten list, i to w języku, którego nie rozumiecie, jak i tak każdy zespół zawsze odsyła smycze i breloczki.

Pozdrawiam, Piąty Bitels

3 komentarze:

  1. Ciekawy pomysł na recenzję. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. +1
    miło, z przyjemnoscia sie czyta :0

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajny pomysł, muszę sięgnąć po płytę. Tym bardziej, że MOON SAFARI i 10000Hz było super.

    OdpowiedzUsuń

Redakcja apeluje: nie gryź, a jeśli już musisz, to inteligentnie. Zastrzegamy sobie prawo do wycięcia Twojego komentarza, szczególnie jeśli będzie zawierał bluzgi. Prosimy, nie pisz jako Anonimowy, jakoś się podpisz. Miłego dnia.